Kiedy się „dziś” budzisz wstajesz z myślami z „wczoraj”.
Każde Twoje „dziś” zmaga się z Twoim „wczoraj.” Jakby z nadzieją, że nowy dzień przyniesie lepsze rozwiązania. I czasem tak bywa rzeczywiście. Ale bywa też, że rozwiązania przychodzą późno, wolno, dzięki modlitwom wysłuchanym, ludziom spotkanym, sytuacjom przeżytym niespodziewanie. Bo to co dzieje się w naszej duszy przychodzi etapami, krok po kroku w ciemnościach.

Czy te ciemności są niezbędne? Tak. Czy rozpacz ma sens? I tak i nie. Tak, jeśli za nią idzie nadzieja. Nie, jeśli za nią idzie zniechęcenie. Zło lubi nam podpowiadać, że już nie ma nadziei, że przegraliśmy. A Bóg mówi nam nie daj się… zniechęceniu!

Jak długo żyjesz w ciemnościach? Otóż tak długo aż zechcesz w końcu podnieść głowę i zobaczyć, że Bóg nie zniechęcił się, nie zostawił Cię, nie ma dziwnej, bądź rozczarowanej miny. JEST i daje Ci znak, że pora ruszyć w drogę, żeby zobaczyć co kryje się za jej zakrętem.

Nosimy w sobie obraz Boga wyniesionego z domu, z lekcji religii albo z własnych doświadczeń, bądź z opowieści innych. A tymczasem dobry Bóg błaga Cię byś przestał/przestała Go analizować a zaczął/zaczęła Nim żyć jakby był naprawdę częścią Twojego życia. To co zostanie z Twojego życia to tylko ta relacja z Nim. Ona może być szorstka, i może Twoja taka jest, ale źle byłoby jeśli nie byłoby jej wcale.

Odchodzimy po cichu, tak naprawdę umieramy samotnie. I żadna choćby najbardziej zaawansowana aplikacja w Twoim super smart telefonie nie jest w stanie tego zmienić. Więc może warto się zastanowić dzisiaj jak chciałbyś/ chciałabyś odejść? Jakie myśli zaprosić? Jakich ludzi przywołać wspomnieniami?

Obecność Boga choćby w twoim najbardziej zaplątanym życiu sprawia, że ciemność staje się znośniejsza. Odchodzenie mniej bolesne. Żal już tak nie rani. Myśli z „wczoraj” w końcu godzą się z myślami z „dziś.” Więc proszę Cię nie poddawaj się. Daj sobie trochę czasu. I tych zgodnych myśli Twojej codzienności życzę Ci jak najwięcej. Budź się zawsze z nadzieją nigdy z rozpaczą.

Miej się dobrze kimkolwiek jesteś drogi czytelniku…

O. Paweł Bielecki