Z piosenkarką Anną Wyszkoni o nowej płycie, poczuciu własnej wartości i o tym, co w życiu najważniejsze rozmawia Katarzyna Ziółkowska.

– Twoja nowa płyta nosi tytul „Jestem tu nowa”, czyli jaka?
– To bardzo trudne pytanie, bo tak naprawdę niewiele się zmieniło jeśli chodzi o moją wrażliwość, moją estetykę, o poczucie własnej wartości. Ale w pewnym momencie chyba zaczęłam brać życie za bardzo serio i za bardzo przejmowałam sie wszystkim, co robiłam. Chciałam być perfekcyjna, idealna w każdym calu i w każdej dziedzinie, za którą sie zabierałam. Przestałam sobie pozwalać na błędy, na potknięcia. Dzisiaj wiem, że życie jest tylko jedno, może się skończyć w każdej chwili i nie można niczego odkładać na później, trzeba się nim bawić, czerpać z niego radość.

– Często jednak trudno czerpać radość, gdy z jednej strony obowiązki mamy, a z drugiej obowiązki zawodowe. Czy dziś ta radość jest taka sama czy nabrała nowych kolorów?
– Na pewno jest inna, bo się zmieniłam i nie chodzi tu tylko o 20 lat na scenie, ale też o to, co mnie spotkało w życiu prywatnym. Jestem mamą, właściwie od 16 roku życia pracuję. Stosunkowo wcześnie to wszystko na mnie spadło, ale jednocześnie daje mi to bardzo dużo radości. Nie jest tak, że coś przegapiłam. Wręcz przeciwnie mam poczucie, że zostało mi dane więcej, bo mogłam zawsze spełniać marzenia. Jako malutka dziewczynka marzyłam, żeby stać na scenie, nagle tak się stało. Traktuję to raczej jako uprzywilejowanie mnie przez los.

– My kobiety często stawiamy siebie na końcu, dzieci, mąż. Przestajemy myśleć o sobie. Jaką radę dałabyś tym wszystkim kobietom, które wątpią w siebie, które myślą, że w momencie, kiedy pojawia się dziecko nie mogą już marzyć, nie mogą realizować siebie, same skazują się na drugi plan?
– Tego wszystkiego trzeba się nauczyć. My kobiety mamy taki wrodzony dar, że zawsze na pierwszym miejscu stawiamy nasze dzieci i nie ma w tym nic złego. Dobrze żyć dla kogoś, dobrze jest mieć poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że ktoś cię potrzebuje. Dla mnie tak naprawdę istotą życia jest mieć dla kogo żyć, bo nawet jak się wiele osiąga w pracy, ale nie ma obok tej drugiej osoby, z którą możemy się tym sukcesem podzielić, nie smakuje on tak pięknie. Rzeczywiście jest tak jak mówisz, że budzimy się w pewnym momencie. Ja też musiałam doświadczyć szokującej sytuacji, żeby przypomnieć sobie o mnie, o tym, że ja też jestem ważna, że moje potrzeby są ważne, że czasem muszę o siebie zawalczyć.

– Jaki najpiękniejszy komplement jaki usłyszałaś od swoich dzieci?
– To trudne pytanie, bo to nie jest jeden moment tylko zbiór wielu chwil. Kiedy wracam do domu i słyszę tupiącą po schodach Polę, która krzyczy: „Mamunia, mamunia przyjechała” to jest to najpiękniejszy komplement. Nie chcę być dla moich dzieci artystką ani kobietą, którą widzą w telewizji. Chcę być dla nich przede wszystkim dobrą mamą, chcę, żeby zawsze czuły moje wsparcie. Jeśli dziecko mówi mi „Mamo zawsze mogę na tobie polegać” – to są to najpiękniejsze słowa, które mogę usłyszeć, bo wiem, że czuje się przy mnie bezpiecznie.

– Tym, co pomaga wielu z nas w walce z życiowymi wiatrakami są lekcje oraz wartości wpojone nam przez rodziców.
– Moi rodzice nauczyli mnie przede wszystkim szacunku dla drugiego człowieka. Nigdy też nie zapomnę słów mojej mamy, że „jeśli ja siebie nie będę szanować nikt nie będzie mnie szanować”. Mama nauczyła mnie poczucia własnej wartości. Jeśli w życiu będziemy zahukani to będziemy wysyłali sygnały, że coś jest źle, że coś jest nie tak. Trzeba zawsze iść z podniesioną głową, wiadomo, że pojawią się przeszkody, ale są one to pokonania.

– W tym roku obchodzisz 20-lecie pracy zawodowej. Zaczęło się od zespołu Łzy, potem występ w „Szansie na sukces” i piosenka „Długość dźwięku samotności zespołu Myslovitz, aż wreszcie kariera solowa i hity „Pan i Pani”, „Wiem, że jesteś tam”, „Biegnij przed siebie” czy „Zapytaj mnie o to, kochany”. Jakie zmiany zaszły w Tobie przez te 20 lat?
– Właściwie jubileusz obchodziłam w ubiegłym roku, bo zaczęłam moją drogę w 1996 roku. Mam wrażenie, że zmieniło się we mnie wszystko, dzięki temu, że mam taką pracę, jaką mam, dzięki ludziom, których poznałam na swojej drodze. Zawsze byłam bardzo wrażliwa i bardzo zamknięta w sobie, nie potrafiłam nawiązać kontaktu z drugim człowiekiem. Dzisiaj też potrzebuję czasu, żeby drugiemu człowiekowi zaufać, żeby się przed nim otworzyć, ale już mi to nie sprawia takiego problemu. Jestem bardziej uśmiechnięta, korzystam z życia, założyłam rodzinę, mam swój dom, pracę, w której spełniam swoje marzenia. To wszystko powoduje, że jestem szczęśliwa i mam ochotę się rozwijać, mam ciągle apetyt na więcej, nie boję się zmian w życiu. Kiedyś każdy miłosny zawód czy zawodowe rozstanie przeżywałam bardzo mocno. Dzisiaj wiem, że na dobre życie składają się też zmiany, bo jeśli tkwimy w jednym miejscu to nie możemy rozwinąć skrzydeł, przyzwyczajamy się do tego, co jest i nie widzimy perspektyw na nic więcej. Dzisiaj wiem, że każda zmiana może prowadzić do czegoś lepszego jeśli się na nią otworzymy.

– Życie to nie tylko radość, ale także porażki, choroba. Co pomaga podnieść się, wrócić do pionu?
– Tu istotną rolę odgrywa rodzina, a przede wszystkim dzieci. W momentach, w których było mi najtrudniej musiałam być silna właśnie dla nich. Jeśli mamy motywację do walki, to potrafimy wiele zdziałać. Dzieci były moją pierwszą motywacją, na drugim miejscu byłam ja sama. Wierzyłam, że wiele jeszcze przede mną, że to nie może się tak skończyć, że jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa i mam jeszcze jakąś misję do spełnienia. Tego się trzymałam.

– Na nowej płycie wydajesz się silniejsza, ostrzejsza i postawiłaś na mężczyzn: Marcin Limek, Marek Raduli, Jan Borysewicz, Robert Gawliński, Piotr Cugowski.
– Zawsze bardzo lubiłam towarzystwo facetów, w towarzystwie mężczyzn czuję się bardzo dobrze. Kiedy sięgam pamięcią do czasów liceum to też miałam wielu kolegów. Bardzo odpowiada mi męska wrażliwość. Faceci są konkretni, potrafią wyrazić swoje emocje i bardzo mnie inspirują.

– Czym różniła się praca nad najnowszą płytą od poprzednich?
– Miałam ochotę na zmiany, lubię się zmieniać przy każdej płycie i każda jest dla mnie kolejnym wyzwaniem. Nie mam natury człowieka, który odcina kupony, staram się zawsze zaskakiwać moich fanów. Skłamałabym gdybym powiedziała, że przyszło mi to łatwo i bardzo naturalnie. Ja po prostu sama sobie stawiam wysoko poprzeczkę i staram się tę poprzeczkę przeskoczyć. Nie lubię powielać pomysłów, po które sięgałam wcześniej. Dobrze zauważyłaś, że stałam się bardziej odważna. Ta płyta jest ważna, wręcz przełomowa, bo ukazała się, po trudnym dla mnie czasie i jest pewnego rodzaju pamiętnikiem. Stwierdziłam, że żyje się tylko raz, że tylko teraz mogę w taki sposób wyrazić siebie, skorzystałam z tej szansy i zrobiłam tak jak podpowiadało mi serce.

– Dla wielu ludzi twoja muzyka i piosenki były wsparciem w trudnych chwilach, dawały siłę. Dziś także twoja walka z chorobą i dzielenie się doświadczeniami jest dla wielu dodatkowym źródłem czerpania pozytywnej energii albo nawet deską ratunku, której się chwytają.
– Nie zastanawiam się nad odpowiedzialnością, która na mnie ciąży, ale rzeczywiście wszystkie wywiady, których udzieliłam na temat mojej choroby ukazały się na prośbę mojego lekarza. Kiedyś spotkałam starszego pana, który powiedział, że uratowałam życie jego córce, bo po przeczytaniu wywiadu poszła do lekarza zbadać tarczycę, okazało się, że jest problem, po tygodniu była już po operacji. Wtedy dotarło do mnie, że to wszystko przez co przeszłam, co zrobiłam, co powiedziałam w mediach miało sens. Mimo, że byli i tacy, którzy oskarżali mnie o promowanie się chorobą. Te opinie były dla mnie bardzo bolesne. Ale jeden sygnał, że komuś pomogłam wynagrodził mi cały ból przez jaki przeszłam.

– Sama diagnoza rak jest trudna to ogarnięcia, walka z nim dotyka nie tylko osobę zdiagnozowaną, ale także jej rodzinę. Dzielenie się tym z innymi to ogromna odwaga.
– Mam taką naturę, że nie lubię obarczać innych swoimi problemami, lubię sobie radzić z nimi sama. Nie chciałam mówić o chorobie, takimi doświadczeniami trudno się dzielić. Jednak mówienie innym o tym, co mnie spotkało okazało się pewnego rodzaju terapią, wyrzuciłam emocje, które we mnie tkwiły. Mam koleżankę, która chorowała i gdy poszła kiedyś do sklepu ekspedientka powiedziała do niej: „Ale pani marnie wygląda, strasznie pani schudła”, na co ona odpowiedziała: „Tak, bo mam raka piersi”. Gdy mi o tym opowiedziała pomyślałam „Jaka ona jest odważna”. Takie doświadczenia mogą dotknąć każdego z nas, nie można od nich uciekać, trzeba mówić to, co się czuje, dzielić się tym.

– Doświadczenia otwierają nas na ludzi, jesteśmy bardziej wyrozumiali na to, co dzieje się wokół nas. Nagle świat nie jest już tylko czarny albo biały, ale nabiera zupełnie innych kolorów.
– W momencie, kiedy przez coś zaczynamy przechodzić sami, dociera do nas istota doświadczenia, które jest naszym udziałem. Nie można oceniać innych, bo nic nie wiemy o ich wrażliwości, ich doświadczeniach. Każdy z nas jest inny, każdy musi sam zdać swój egzamin, musi sam przerobić swoją lekcję.

– „To moje niebo” śpiewasz w „Do góry nogami”. Czy trzeba wywrócić świat do góry nogami, żeby je odnaleźć?
– Czasami tak. Moja choroba była przewróceniem mojego świata do góry nogami. Po tym doświadczeniu poczułam, że muszę naprawdę żyć, że to wszystko, co się działo wcześniej działo się tak jakby obok mnie. Chcę żyć, chcę czuć radość, szczęście. Moja choroba, choć może to zabrzmieć dziwnie, tak naprawdę bardzo mi pomogła.

– Czy dziś łatwiej ci mówić „nie”?
– Tak, choć ciągle się tego uczę. Kiedyś stawiałam siebie na końcu, a potrzeby innych były najważniejsze. Dzisiaj wiem, że świat się nie zawali jeśli komuś odmówię – trzeba być szczerym.

– Po burzach każdy z nas najczęściej szuka spokoju – „Cisza tak dobrze brzmi”. Gdzie jest twoja przystań, w której „oswajasz ciszę, wybijasz się trochę wyżej, wzlatujesz ponad zło?”
– Są dwa takie miejsca: mój dom i scena. W domu mam swoją przystań, rodzinę, która daje mi poczucie bezpieczeństwa. Scena jest moim drugim domem – czuję się na niej doskonale. Całe szczęście, że nie muszę wybierać pomiędzy nimi, bo byłoby mi bardzo trudno.

– Jesteś teraz na nowym etapie życia. Nowa płyta to nie jedyne osiągnięcie. Wystąpiłaś też w Krakowie w musicalu „Karol”, poświęconym życiu Jana Pawła II, zagrałaś przyjaciółkę Karola Wojtyły z młodych lat i wykonałaś piosenkę „Wiem, że jesteś tam”. Jakie masz plany na przyszłość?
– Zaplanowane są kolejne spektakle. Odbiór musicalu był bardzo dobry. Już w październiku wystąpię w Gdańsku i w Łodzi. Ale oprócz tych wydarzeń mam w kalendarzu dużo zajętych terminów. Sporo koncertuję przez cały rok. Trwa trasa promująca album „Jestem tu nowa”. W planach jest jeszcze kilka teledysków. Na przełomie września i października znowu odwiedzę Stany Zjednoczone, które uwielbiam. W Nowym Jorku zaśpiewam w Central Parku, na koncercie po Paradzie Pułaskiego. Bardzo się na to wydarzenie cieszę. Natomiast w grudniu rozpoczynam trasę świąteczną w Polsce i poza granicami kraju. Wygląda na to, że czeka mnie sporo pracy i ekscytujących chwil.

– Dziś, gdy patrzysz w lustro widzisz…?
– Kobietę, która nie poddaje się łatwo. Nawet kiedy patrzę na łzy w moich oczach, czuję w nich siłę i odwagę, by wziąć od życia wszystko, co chce mi dać.

 

Rozmawiała: Katarzyna Ziółkowska