Ołtarz Montefeltro – piękny, jak wszystko, co wyszło spod ręki Piero della Franceski, w miarę innowacyjny, w miarę zachowawczy: artysta i kontynuuje tradycję tego typu przedstawień, i jednocześnie z nią częściowo zrywa. Prawdziwy nowator malarstwa.
Został zamówiony jako obraz nagrobny: miał rzekomo zdobić kaplicę – miejsce przyszłego pochówku księcia. W chwili jego powstania, Federigo miał 53-54 lata, może nawet więcej. Będzie żył jeszcze jakieś siedem-osiem lat, albo krócej. W tamtych czasach to już wiek całkiem podeszły. Pora sposobić się do trumny, bo przecież „memento mori” – człowiek nie zna dnia ani godziny. Do śmierci trzeba się zawczasu przygotować, aby ludzie później pamiętali, iż nie chudopachołka pogrzebano, ale wielkiego pana, księcia. Poza tym da Montefeltro był sterany trudami licznych wojen: kondotier, zaciężny żołnierz, doświadczył wiele przeciwności losu.

Może inna była dzieła geneza
Wykonanie ołtarza datuje się na rok1472-74. Jednak najprawdopodobniej powstał on przynajmniej rok później, albo nawet i w następnych latach. Piero pracował wolno, a raczej nie wziął się do malowania przed końcem 1474 r.
Latem tego roku Federigo otrzymał najwyższe wojskowe zaszczyty, jakie mógł rycerz uzyskać. Nastąpiło to w dwa lata po śmierci żony. Po jej zgonie książę zamknął się w swoim zamku, stał się osobą prywatną. Po raz pierwszy nie miał żadnego militarnego zlecenia do wykonania. Nic specjalnego chyba nie działo się w tych dwóch latach. Kronikarze nie mają wiele do powiedzenia o tym okresie. Podobno żył spokojnie, czytał dużo, medytował. W maju 1474 r. skończył z ustronną egzystencją i pojechał do Rzymu. Celem było wręczenie papieżowi petycji-prośby w sprawie małżeństwa swej córki z Giovannim della Rovere, jednym z bratanków papieża, Sykstusa IV. Od początku jego pontyfikatu w 1471 r. Federigo stał się zdecydowanym poplecznikiem Ojca Świętego w nieustannym, całe wieki trwającym konflikcie między watykańskim państwem, a świętym i świeckim cesarstwem rzymskim.
Papież przyjął go bardzo życzliwie, ale został odtrącony przez kolegium kardynalskie, wrogo nastawione wobec Federigo. W latach sześćdziesiątych XV wieku jako kondotier był na żołdzie Watykanu, jednak później zwrócił się przeciwko papieżowi. W sierpniu 1469 roku w bitwie pod Rimini pokonał wojska papieża Pawła II.
Od tej porażki kardynałowie wyjątkowo nieufnie zapatrywali się na intencje księcia Montefeltro. Ostatecznie głosowali przeciwko propozycji małżeństwa i Federigo wrócił do domu z pustymi rękami.
Wydarzenie to nastąpiło pośród politycznego zawirowania, którego źródłem była rebelia kilku miast papieskich przeciwko watykańskim porządkom. Doszło nawet do krwawego powstania w jednym, drugim, potem trzecim ze zbuntowanych miast. Papież wysłał wojsko, by stłumić rewoltę. Nie radził sobie. W tej krytycznej sytuacji wezwał na pomoc kondotiera Montefletro.
Jego przybycie do Rzymu odbyło się z wielką pompą. Marilyn Aronberg Lavin, znawczyni sztuki Piera, cytuje ówczesny dokument: naprzeciw jemu na powitanie wyszli „i Cardinali, e da” Signori, e Baroni Romani”. Następnego dnia w podniosłej uroczystości w kościele św. Piotra, papież Sykstus pasował go na rycerza św. Piotra, nadał mu oficjalnie tytuł książęcy, godność chorążego Świętego Kościoła Rzymskiego i mianował go generałem nowego watykańskiego legionu. Spłynęły nań jeszcze inne zaszczyty, których tu nie wymienię. Kardynałowie cofnęli poprzednią decyzję w sprawie małżeństwa Montefletro – della Rovere.
W parę dni później po ceremonii Federigo przybył na czele swych oddziałów do obozu papieża. Podobno sama obecność słynnego kondotiera na czele swych żołnierzy wystarczyła: zbuntowane miasta skapitulowały, a Montefeltro wjechał z powrotem w triumfie do Rzymu.
Był to jego wielki sukces, oczywiście sukces polityczny. Postanowił uwiecznić to zwycięstwo i zamówił obraz-ołtarz u jednego ze swych ulubionych malarzy. Piero przedstawił Federigo w kornej postawie, zgodnie z ówczesnym kanonem, w roli zaledwie fundatora dzieła. Ale w pełnym zbrojnym rynsztunku, prezentuje się nie jako suplikant proszący o wstawiennictwo, opiekę i łaskę u Marii Panny oraz wybranych świętych (Jan Chrzciciel był patronem Urbino), ale jako wojownik, rycerz bez skazy (lśniąca zbroja nie ma nawet plamki) obrońca wiary chrześcijańskiej i Kościoła.
Bardziej mi odpowiada inna interpretacja tego obrazu.
W 1472 r. umiera druga żona Federigo, Battista, z domu Sforza. Przed śmiercią urodziła mu upragnionego syna, wątłego Guidobaldo. Książę silnie przeżył zgon Battisty, zamknął się w komnatach, wycofał z życia publicznego. Ołtarz stanowi formę podziękowania Matce Bożej za syna. Modlitewnie złożone ręce Federigo są usytuowane w jednej linii z (nienaturalną) pozycją Dzieciątka na kolanach Marii. Wyraźnie ku niemu zwrócona jest modlitwa dziękczynna księcia.
Jednocześnie historycy sztuki doszukują się podobieństwa Marii do Battisty. Matka Boska jest na obrazie Piera matką. Niemal cudowne narodziny syna nastąpiły w wyniku interwencji niebios. Ołtarz ma podwójną wymowę: jest hołdem złożonym zmarłej żonie i matce oraz pobożną supliką księcia o opiekę Marii Panny, też przecież matki, nad zmarłą, którą wielbił da Montefeltro. W otoczeniu przyjaznych świętych Maria/Battista znajduje opiekę niebios.

Czesław Karkowski