Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik”.

Mt 18, 15-17

Jak większość moich Czytelników, po wakacyjnych podróżach zabieram się ostro do pracy, nie rezygnując z przywoływania wakacyjnych wspomnień. Czynię to także w niniejszym rozważaniu. Podróż po kamienistych i piaszczystych drogach Kenii i Tanzanii pozostanie niezapomnianym przeżyciem i to nie tylko dlatego, że jeden z naszych jeepów przewrócił się na bok i jego pasażerowie ewakuowali się przez dach w miejscu, gdzie lwy i inne dzikie bestie czuły się jak u siebie w domu. Drugi jeep na kamienistej drodze stracił koło, trzeci hamulce, a czwarty jechał nocą bez świateł po afrykańskich wertepach. Jeśli chce się poznać prawdziwą Afrykę trzeba zaryzykować podróż po takich drogach. A naprawdę warto. Taka podróż zmienia nasze myślenie i podejście do życia. Ale to nie afrykańskie krajobrazy ze stadami dzikich zwierząt są tego przyczyną, chociaż bardzo głęboko wpisują się w naszą pamięć.

W czasie safari, podekscytowani robiliśmy setki zdjęć dzikich zwierząt. Jednak to nie one zapadały głęboko do naszych serc, ale dzieci, które biegły za jeepami, aby otrzymać coś do zjedzenia. Były wychudzone i bose, miały na sobie brudne i porwane ubrania. Nawet nadgryziona kanapka była dla nich darem nieba i wywoływała uśmiech radości. Tę niesamowitą biedę widzieliśmy także w domach Masajów ulepionych z łajna słonia. Aż trudno uwierzyć, że można żyć w takiej biedzie, trudno uwierzyć, że małe niewinne dzieci cierpią głód i nieraz umierają z tego powodu. Jeśli te doświadczenia skonfrontujemy z naszym życiem w USA, czy Polsce, to przy odrobinie dobrej woli odkryjemy ważne prawdy o życiu i poczujemy solidarność z najbiedniejszymi, szczególnie wtedy, gdy do Boga zwracamy się – Ojcze nasz.

Ta solidarność wyzwala w sercu ogrom współczucia dla biednych, umierających z głodu. Wśród nas nie brakowało tych, którzy poruszeni tą nędzą spieszyli z pomocą głodującym dzieciom. Jeszcze przed wyruszeniem w tę podróż wiele osób słysząc o tym wsparło dzieło siostry Rut w Tanazanii, która zbiera osierocone dzieci, ratuje je nieraz od śmierci głodowej i buduje dla nich sierociniec. Wspólnota Dobrego Samarytanina z Nowego Jorku w niecałe trzy miesiące, nagłaśniając tę sprawę i organizując zbiórki na ten cel przekazała siostrze Rut prawie 50 tysięcy dolarów.

Gdy przyjechaliśmy do Musomy w Tanzanii przywitał nas miejscowy biskup, siostra Rut i ksiądz Edward. Zabrali nas na miejsce budowy sierocińca. Biskup wskazując na budynki w budowie powiedział: „Popatrzcie, to są wasze pieniądze. Za nie wybudowaliśmy jedno skrzydło sierocińca, drugie jest w budowie, a dwa pozostałe będziemy budować, gdy zdobędziemy pieniądze. To jest pomnik waszego szlachetnego serca. Gdy nas zabraknie na tej ziemi, te budynki zostaną i w nich setki dzieci znajdzie ocalenie i dom. A Chrystus wejrzy na waszą szlachetność i obdarzy was swoim błogosławieństwem i przyjmie kiedyś do domu swego Ojca”.

Oprócz tej budowy Wspólnota Dobrego Samarytanina prowadzi także dzieło adopcji osieroconych dzieci. Małgorzata, koordynatorka Wspólnoty Dobrego Samarytanina spotkała się ze swoją adoptowaną córeczką. Julianna rzuciła się jej na szyję, wtuliła się mocno i ani na chwilę nie chciała zejść jej z kolan. A wcześniej mówiła, że śniła się jej mama, która cały dzień nosiła ją na rękach. Spełnił się sen sieroty. Dzięki szlachetnym sercom, nie tylko ratowane są dzieci od śmierci głodowej, ale także spełniają się ich sny o kochających ramionach rodziców. Wiele osób chce adoptować dzieci. Stanie się to możliwe, gdy skończy się budowa sierocińca i zamieszka w nim setka dzieci. Podróżnicy z Nowojorskiego Klubu Podróżnika okazali wielką szlachetność i ofiarność. Ofiarowali dzieciom co mogli, a jeden z nich osobiście przekazał cztery tysiące dolarów na budowę sierocińca.

Ta solidarność w czynieniu dobra nie jednemu wyciskała łzy z oczu. Wydaje się, że taka działalność cieszyć się będzie powszechną akceptacją i zrozumieniem. A jednak w czasie realizacji tego wspaniałego dzieła znaleźli się ludzie, którzy jakby nie zauważają dobra jakie się dokonuje, ale szukają przysłowiowej dziury w całym. Najczęściej są to ci, którzy grosza nie dali na ten cel. Wytrwale szukają jakiś niedociągnięć, ciągle coś jest nie tak. Posługują się nawet insynuacjami wobec osób, które angażują się w to dobre działo.

Zapewne doświadczają tego wszyscy, którzy bezinteresownie czynią dobro. Zawsze znajdą się tacy, którzy nie dostrzegają dobra, ale wszędzie węszą zło i nieczyste interesy. Znamy to bardzo dobrze z naszego życia polonijnego w Nowym Jorku. Gdy o tym myślałem zrodziło się skojarzenie z żukiem gnojarzem, którego możemy spotkać w Afryce. Owady te toczą kulki ze świeżych odchodów zwierząt, najczęściej słoni i nosorożców. Gnojarz uważany jest za najsilniejsze stworzenie, ponieważ kula, którą toczy może ważyć 1100 razy więcej niż sam żuk, czyli tak jakby człowiek pchał duży autobus. Kula zostaje zakopana w piasku, samica składa w niej jedno jajko, z którego wylęga się larwa żywiąca się kulką. Kiedy larwa jest wystarczająco duża, wychodzi na światło dzienne jako dorosły żuk i gotowa jest do toczenia kolejnych kulek.

Zapewne spotkaliśmy ludzi, którzy przejmują taktykę gnojarza. Nie potrafią dostrzec dobra jakie czyni drugi człowiek, ale za to zawsze dopatrują się złych intencji i wypunktują każde potkniecie. Posiłkują się w tym plotką i oszczerstwem. Możemy to porównać do kulki łajna, które toczy żuk gnojarz. Niektórzy „mocarze” w tej dziedzinie toczą kule wielkości autobusu. Dobrze, że te kule są niewidzialne, bo w przeciwnym wypadku na ulicach Greenpointu, Maspeth, czy innych dzielnic zawsze byłby korek.

Czytelniku, masz prawo w tym momencie zapytać mnie: jaki to ma związek z czytaniami biblijnymi na dzisiejszą niedzielę? Już odpowiadam. Ewangelia mówi wyraźnie nie bądź gnojarzem. Nie tocz przed sobą kuli łajna tkanej z podejrzeń, pomówień, plotek, oszczerstw, zazdrości, zawiści. Zauważ dobro drugiego człowieka, a jeśli coś ci się wydaje złe w jego działalności lub uważasz, że on działa przeciw tobie to zastosuj radę Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii, którą powtórzę jeszcze raz, aby lepiej zapamiętać: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik”.

Prorok Ezechiel przypomina nam, że mamy obowiązek życzliwego upominania, aby uratować bliźniego: „Jeśli do występnego powiem: Występny musi umrzeć – a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi – to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę”.

Zajrzyjmy do swoich serc, co się w nich dzieje, gdy widzimy zło czynione przez bliźniego. Czy chodzi nam o jego dobro? Czy raczej chcemy go zrównać z błotem, abyśmy na jego tle wypadli lepiej? W innym miejscu Chrystus mówi: „Jeśliby ktokolwiek z was zszedł z drogi prawdy, a drugi go nawrócił, niech wie, że kto nawrócił grzesznika z jego błędnej drogi, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje liczne grzechy”. Jeśli w naszym mówieniu o bliźnim nie ma ducha powyższych słów Chrystusa, to dalej pozostajemy zwykłym żukiem gnojarzem, który toczy swoją kulę na własną zatratę.

Ks. Ryszard Koper