Prezydent Donald Trump zlikwidował program zapewniający ochronę przed deportacją osobom, które wjechały do USA nielegalnie jako dzieci.

Program znany jako DACA (Deferred Action for Childhood Arrivals) został wprowadzony przez Baracka Obamę pięć lat temu prezydenckim rozporządzeniem. Dzięki niemu setki tysięcy dzieci, które przed laty wraz z rodzicami wyjechały do Stanów Zjednoczonych przez zieloną granicę, mogło się ujawnić, otrzymać numery social security i podjąć pracę lub studia. Chociaż ich status imigracyjny formalnie się nie zmienił osoby te, określane często jako dreamers, mogły bez obawy przed służbami imigracyjnymi normalnie żyć, licząc na to, że w przyszłości będą w stanie zalegalizować swój pobyt.

Obama zdecydował się na wydanie rozporządzenia w związku z przedłużającym się patem legislacyjnym dotyczącym reformy imigracyjnej. Demokraci i republikanie skłóceni w tej sprawie od lat nie byli bowiem w stanie przyjąć żadnego rozwiązania. Teraz Donald Trump wierny swoim zapowiedziom z okresu kampanii wyborczej zdecydował się program Obamy zakończyć.

Ochrona przed deportacjami dla około 800 tys. osób, które skorzystały z DACA nie zniknie natychmiast. Jeśli jednak nie nastąpią żadne zmiany część z nich będzie mogła zostać wydalona z USA już w marcu przyszłego roku.

Trump podejmując swoją decyzję zaznaczył, że jego poprzednik wydając rozporządzenie przekroczył swoje uprawnienia. Jednocześnie wezwał Kongres do działania i uchwalenia ustawy imigracyjnej.

„Kongres ma sześć miesięcy na zalegalizowanie DACA. Jeżeli tego nie zrobi jeszcze raz przyjrzymy się tej sprawie” – napisał na Twitterze Trump.

Nadzieja na to, że w tak krótkim czasie ustawodawcom uda się pokonać dzielące ich różnice i przyjąć reformę imigracyjną choćby w szczątkowej formie nie jest jednak wielka.

Różnice z okresu prezydentury Obamy do tej pory nie zniknęły. Warto też podkreślić, że podział w tej sprawie nie przebiega wyłącznie po linii demokraci – republikanie. Część polityków GOP mających obecnie większość w Kongresie jest za tym aby dzieci nie posiadające papierów mogły w USA pozostać, część uważa, że muszą one ze Stanów wyjechać. Dodatkowym problemem jest fakt, że Kongres ma bardzo napięty harmonogram i do końca roku musi uchwalić kilka innych znaczących i równie kontrowersyjnych jak imigracja ustaw. Mowa tu między innymi o reformie podatkowej, będącej ważnym punktem programu Trumpa, a także finansowaniu odbudowy infrastruktury USA, co również jest jednym z priorytetów prezydenta.

Zakończenie programu DACA wywołało już ostre reakcje. Zwolennicy restrykcyjnego przestrzeganie przepisów imigracyjnych pochwalili decyzję Trumpa. Przeciwnicy, w tym oprócz demokratów także przedstawiciele biznesu, jak na przykład szef J. P. Morgan Chase Jamie Dimon, czy szef Facebooka Mark Zuckerberg, skrytykowali prezydenta. Przed Białym Domem i przed Trump Tower w Nowym Jorku odbyły się też pierwsze protesty. Setki osób wyszły również na ulicę Denver w Kolorado. Krótkie oświadczenie potępiające decyzję Trumpa wydał również Barack Obama.

„Niezależnie od tego jakiego rodzaju wątpliwości związane z tą sprawą mają Amerykanie, nie powinniśmy brać na celownik tych młodych ludzi, którzy wprawdzie złamali przepisy imigracyjne, ale bez swojej świadomej decyzji i nie stanowią dla nas żadnego zagrożenia” – napisał były prezydent.

Aktualna sytuacja polityczna i ogólne skłócenie demokratów i republikanów nie dają wielkiej nadziei na to, że Kongres będzie w stanie dojść do porozumienia i dreamers będą mogli w USA pozostać. Pytanie jednak co Ameryce przyjdzie z ich wyrzucenia?

Osoby które skorzystały z rozporządzenia Obamy mieszkają w Stanach Zjednoczonych od wielu lat. Wyrosły w amerykańskiej kulturze i tradycjach, znają język angielski, który często jest ich pierwszym językiem. Krótko mówiąc są takimi samymi Amerykanami jak ci, którzy się tu urodzili lub uzyskali obywatelstwo w wyniku naturalizacji. Deportowanie ich do krajów pochodzenia będzie być może w zgodzie z prawem imigracyjnym, ale z pewnością w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem.

Tomasz Bagnowski