Kurier Plus - 30 STYCZNIA 2010, NUMER 804 (1144)
Kochajmy artystów
Sztuka feministyczna na Manhattanie
Bożena Chlabicz
Właśnie minęło ćwierć wieku od chwili, kiedy Linda Nochlin, profesor historii sztuki z New York’s University’s Institute of Fine Arts, ogłosiła na łamach "ArtForum" słynny esej: "Why Have There Been No Great Women Artists?", co w wolnym tlumacznieu znaczy: dlaczego nigdy nie było (i do tej pory nie ma) słynnych kobiet-artystek?
Ostatnie ćwierćwiecze zaprzeczyło temu domniemaniu. Teraz mamy bowiem całe mnóstwo niewiast reprezentujących zawody artystyczne. Mało tego, kilka tygodni temu otwarte zostało pierwsze na świecie Centrum Sztuki Feministycznej – Elizabeth A. Sackler Center for Feminist Art. Gdzie? Gdzieżby indziej, jeśli nie w Nowym Jorku. A konkretnie na Brooklynie. Centrum przyjęło pod swój zabytkowy dach Brooklyn Museum, a jego działalność otworzyła wystawa "Global Feminisms", przygotowana przez Maurę Reilly oraz Lindę Nochlin, stanowiąca - w zamierzeniu - aktualny przegląd światowej twórczości artystycznej, opatrzonej przymiotnikiem "kobieca".
Zgodnie z sugestią zawartą w tytule ekspozycji, prace zgromadzone na wystawie stanowić mają materiał poglądowy na temat najmłodszej i najnowszej fali feminizmu w przededniu jego globalnej ekspansji. Jak ujęła to Maura Reilly podczas skonferencji prasowej z okazji otwarcia Centrum "Wystawa ma na celu ukazanie zmian wynikających z procesu globalizacji w obrębie samego feminizmu. Ekspozycja koncentruje uwagę na twórczości kobiet, które interpretują ten ruch z perspektywy trzeciej fal i należą do pokolenia urodzonego w czasach, kiedy zdobycze ruchów feministycznych stały się naturalnym elementem rzeczywistości społecznej".
Najważniejszym założeniem wystawy, co zresztą Reilly akcentowała także we wprowadzeniu do katalogu ekspozycji, była więc prezentacja wielu odmiennych "feminizmów" współczesnych, zróżnicowanych zarówno przez odrębności geograficzne jak i tradycje kulturowe.
Do uczestnictwa w wystawie zaproszono niemal setkę artystek, reprezentujących bez mała pięćdziesiąt nacji. Ponieważ zaś kolejnym założeniem organizatorw był przegląd najbardziej aktualnych aspektów sztuki "genderowej", wzięto pod uwagę wyłącznie osoby urodzone po roku 1960 oraz obiekty pochodzące z przełomu minionego stulecia, czyli wykonane w latach 1990-2000. Na ekspozycję trafiły w ten sposób zarówno prace artystek od lat obecnych na międzynarodowym rynku sztuki, tak znanych, jak Sam Taylor-Wood, Sarah Lucas, Tracey Emin czy Pipilotti Rist, jak i tych zdecydowanie mniej popularnych, zwłaszcza wśród publiczności spoza branży - Pilar Albarracin z Hiszpanii, Parastou Forurhar z Iranu, Tanja Ostojic z Serbii, Emily Jacir z Palestyny, Sigalit Landau z Izraela, Ryoko Suzuki z Japonii czy Michele Magema z Demokratycznej Republiki Konga. Z artystek polskich wybrane zostały Katarzyna Kozyra i Anna Baumgart (wideo) oraz Elżbieta Jabłońska (performance). Prace podzielono na luźno zdefiniowane grupy tematycznie: "Life Cycles","Identities", "Politics" i "Emotions". Reprezentują one przede wszystkim tak zwane "nowe media", głównie fotografię, video art oraz techniki niekonwencjonalne, stosowane przez artystki pochodzące z "egzotycznych" obszarów kulturowych, takie np. jak instalacja z chusteczek higienicznych).
Najwięcej miejsca, (bo aż pięć, z ośmiu tysięcy stóp kwadratowych, na których działa Center of Feminist Art) i tak zajęła jednak "ikona" sztuki feministycznej z lat... siedemdziesiątych, czyli "Dinner Party" autorstwa legendarnej pionierki "feminist art", Judy Chicago. Jest to zresztą obiekt, który – w przeciwieństwie do reszty wystawy – stanowi pierwszy stały eksponat Elizabeth A. Sackler Center, pomyślanego nie tyle jako klasyczne muzeum, ile "świątynia" artystycznego feminizmu. Na ową instalację składa się ustawiony w osobnej przestrzeni, zaaranżowanej jak tradycyjna sfera sakralna, trójkątny stół, nakryty wielce specyficzną zastawą. Każde z nakryć poświęcone jest pamięci jednej z 39 wybitnych kobiet, których zasługi wpłynęły w sposób znaczący na losy świata. W miejsce tradycyjnych plakietek honorowych mamy tu jednak talerze zdobione motywami, które można by z daleka wziąć za dekorację roślinną.Tymczasem są to stylizowane wprawdzie, lecz wciąż realistyczne i łatwo rozpoznawalne, anatomiczne "atrybuty kobiecości".
Forma instalacji Chicago pozostaje esencjalistyczna (czyli fizjologicznie dosłowna), a sposób ekspresji zdradza typowe dla drugiej fali feminizmu cechy obyczajowej prowokacji. Mimo że od debiutu "Dinner Party" upłynęło już ponad ćwieć wieku, obiekt wciąż zdolny jest budzić gwałtowne reakcje i żywe emocje publiczności.
Co do reszty ekspozycji zdania krytyków oraz reakcje gości okazały się mocno podzielone, niemniej wystawa nie wzbudziła zbiorowego entuzjazmu. Recenzja w "New York Timesie"( 23.03.2007) zamknęła ekspozycję jedną krótką konkluzją: "fałszywa idea ubraną w żenująca formę". Zwiedzając "Global Feminisms" trudno oprzeć się znużeniu, wynikającemu – jak się zdaje – z nagromadzenia stereotypów. A raczej z powielanego w niekończoność zabiegu obalania tychże stereotypów przy pomocy wciąż tych samych środków artystycznych.
Po niemal półwieczu intensywnej obecności feminizmu w sztuce współczesnej eksploatacja nagości, epatowanie fizjologią, nachalna publicystyka oraz epatowanie brzydotą jako podstawową kategorią estetyczną, zdążyły się już opatrzeć, zarówno krytykom, jak i publiczności. Tymczasem wciąż okazują się najbardziej powszechnymi i – niestety – uniwersalnymi narzędziami ekspresji feminizmu artystycznego. Niewiele zmieniła w tej dziedzinie nawet wymiana mediów, z tradycyjnych na "niemalarskie". Wygląda na to, że na antypodach kultury euroatlantyckiej sztuka kobieca wciąż jeszcze zajmuje się głównie definiowaniem swojej tożsamości, rozumianej głównie w jej wymiarze biologicznym czy raczej fizjologicznym. No, ale skoro jest to akurat historyczna prawidłowość, to jej rzetelna dokumentacja stanowi nie tyle wadę, co wielką zaletę ekspozycji "Global Feminisms". Trudno winić autorki wystawy za to, że feminizm trzeciej fali w twórczości plastycznej najwyraźniej osiągnął już fazę globalną, ale wciąż jeszcze nie uwolnił się od ograniczeń "genderowych". Nie stał się sztuką "bezprzymiotnikową", czyli po prostu uniwersalną. I być może nigdy się nie stanie.
Więc owszem, od kilku tygodni istnieje pierwsze na świecie Centrum Sztuki Feministycznej na Brooklynie, w którym odbywa się właśnie wystawa "Feminizmy Globalne", ale zadane ćwierć wieku temu pytanie Lindy Nochlin na temat słynnych kobiet artystek ciągle pozostaje aktualne. I wciąż – jak się zdaje – brakuje na nie sensownej odpowiedzi.
